W Gminie Goleniów historia zatoczyła koło
15 czerwca 2024 r. burmistrz powołał do Rady Nadzorczej „Goleniowskich Wodociągów i Kanalizacji” trzech członków: Olgierda Geblewicza, Mieczysława Żywotko i Pawła Bartoszewskiego.
Problem zaczyna się w przypadku Olgierda Geblewicza. Jego żona od 7 maja 2024 r. zasiada w Radzie Miejskiej w Goleniowie. Tymczasem art. 24f ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym mówi jasno: małżonek radnego nie może być członkiem rady nadzorczej spółki komunalnej. Skutek? Powołanie Olgierda Geblewicza jest od początku nieważne z mocy prawa.
Brzmi znajomo? I słusznie.
W 2015 r. w Goleniowskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego mieliśmy niemal identyczny scenariusz. Do rady nadzorczej trafił Mirosław Guzikiewicz – mąż ówczesnej sekretarz gminy. Ani burmistrz, ani urzędnicy, ani prawnik nie zauważyli, że prawo mówi „stop”. Efekt? Rada działała ponad dwa lata w składzie, który w świetle prawa… nie istniał.
Dziś taśma została przewinięta i błąd powtórzony. Art. 24f ust. 2 nie pozostawia złudzeń – wybór Olgierda Geblewicza jest nieważny, a burmistrz musi podjąć działania naprawcze: stwierdzić nieważność powołania, odwołać członka rady nadzorczej, wskazać osobę spełniającą wymogi prawne oraz zażądać zwrotu nienależnie pobranego uposażenia – od dnia, w którym zapadła nieważna decyzja.
I tu pojawia się Biuro Nadzoru Właścicielskiego (BNW), które zgodnie z Regulaminem Organizacyjnym Urzędu odpowiada m.in. za przygotowanie dokumentacji powołań i odwołań, analizę formalnoprawną i koordynowanie prac rad nadzorczych. Innymi słowy – BNW istnieje właśnie po to, by takie sytuacje się nie zdarzały.
A jednak się zdarzyły.
To klasyczny przykład urzędniczej rutyny: „zawsze tak robiliśmy”. A jak wiadomo – kiedy doświadczeni urzędnicy działają według tego schematu, nawet najprostsze przepisy potrafią zostać skutecznie zignorowane. Do czasu, aż ktoś spojrzy w ustawę.
Nie sposób też pominąć samego zainteresowanego. Olgierd Geblewicz, doświadczony samorządowiec, doskonale powinien znać przepisy. Mógł więc zwyczajnie powiedzieć burmistrzowi , że odmawia przyjęcia funkcji.
I na tym sprawa by się skończyła.
Na marginesie – gdyby burmistrz wydawał zarządzenia wskazujące nazwiska kandydatów do rad nadzorczych, problem mógłby być wychwycony wcześniej. Szersze grono urzędników miałoby wtedy szansę zasygnalizować oczywistą kolizję prawną.
Historia pokazuje, że kontrola powołań w spółkach komunalnych bywa dziurawa, a skutki błędów mogą ciągnąć się miesiącami, a nawet latami. Przypomnijmy, że sprawa powołania Mirosława Guzikiewicza do Rady Nadzorczej GTBS trafiła do prokuratury. Śledztwo co prawda umorzono, ale burmistrz, skarbnik i prawnik musieli się z tej wpadki tłumaczyć – i to gęsto. (dokument z umorzenia śledztwa )
Puenta?
Prawo mówi „nie”, przepisy są jednoznaczne, a biuro nadzorcze powinno pilnować porządku. Niestety, rutyna urzędnicza mówi prawdopodobnie : „spokojnie, nikt nie zauważy”. Efekt? Kolejna powtórka sprzed lat i kolejny dowód, że w goleniowskim urzędzie nawet najprostszy paragraf może paść ofiarą biurokratycznego automatyzmu.
Zespół Redakcji goleniow.net
P.S. Przepis art. 24f ust. 2 jasno zakazuje, by małżonek radnego zasiadał we władzach nadzorczych spółek komunalnych — więc na tej podstawie prawnie można zakwestionować powołanie takiej osoby i uznać je za nieważne.


