Śmieciowa czarna skrzynka. Czy władze gminy Goleniów wiedzą, za co każą płacić mieszkańcom?

O podwyżkach za śmieci już pisaliśmy. Mieszkańcy wiedzą, że mają zapłacić więcej. Wiedzą, że sprawa trafiła do Regionalnej Izby Obrachunkowej. Wiedzą też, że przy uchwałach pojawiły się poważne pytania o kalkulacje, metodę naliczania opłat i jakość przygotowania prawa miejscowego.

Jednak po przejrzeniu dokumentów wraca pytanie jeszcze ważniejsze.

Nie: ile zapłacimy?

Tylko: czy gmina naprawdę panuje nad systemem, za który każe mieszkańcom płacić? Opłata śmieciowa to nie jest abstrakcyjna rubryka w uchwale. To codzienny, kosztowny mechanizm: odbiór odpadów, transport, PSZOK, pojemniki, frakcje, bioodpady, gabaryty, faktury, karty przekazania odpadów, instalacje, kontrole, reklamacje i umowy z wykonawcą. Jeżeli ten mechanizm działa dobrze, mieszkańcy powinni móc zobaczyć jego rachunek. Jeżeli działa źle, mieszkańcy nie powinni płacić za chaos. To nie jest temat, który pojawił się nagle przy okazji najnowszych uchwał. Portal od ładnych kilku lat zbiera informacje dotyczące PGK, kontroli, kosztów, PSZOK-u, umów i sposobu działania gminnego systemu odpadowego.

Te dokumenty są ważne, bo pokazują coś czego w bieżącej dyskusji nie wolno zgubić: problem nie zaczyna się przy samej stawce. Problem zaczyna się dużo wcześniej: przy pytaniu, czy urząd ma pełną wiedzę o systemie, który organizuje, finansuje i rozlicza?

Przecież mieszkaniec płaci gminie.

Nie spółce. Nie instalacji. Nie anonimowej tabeli. Gminie.

To gmina uchwala stawki. To gmina zawiera umowy. To gmina wybiera sposób rozliczania. To gmina ma pilnować wykonawcy. I to gmina powinna umieć odpowiedzieć na podstawowe pytanie: za co dokładnie płacą mieszkańcy? W dokumentach, które zgromadziliśmy, pojawia się odpowiedź urzędu, w której mieszkaniec pytający o pojemniki zakupione przez PGK, ich kolory i zagospodarowanie, zostaje odesłany bezpośrednio do spółki. Formalnie urząd mógł uznać, że szczegółowa informacja jest po stronie PGK. Tylko że z punktu widzenia mieszkańca wygląda to inaczej.

Mieszkaniec nie płaci opłaty śmieciowej PGK. Płaci ją gminie, a skoro płaci gminie, ma prawo oczekiwać, że gmina wie co dzieje się z elementami systemu, który sama organizuje. Pojemnik nie jest drobiazgiem. To część usługi, część kosztów, część logistyki, część odpowiedzialności. Jeżeli mieszkaniec pyta o system odpadowy, nie powinien być odsyłany od drzwi do drzwi. Samorząd nie może wyglądać jak korytarz, po którym obywatel błądzi między urzędem a spółką komunalną, podczas gdy rachunek i tak trafia do jego skrzynki. W jednej z odpowiedzi gmina wskazywała, że umowa dotycząca odbioru i zagospodarowania odpadów określała stawkę ryczałtową za jedną tonę odpadów. Jednocześnie urząd informował, że umowa nie zawiera rozbicia na koszty związane z odbiorem i koszty związane z zagospodarowaniem odpadów.

I tu pojawia się pytanie, którego nie da się zamieść pod dywan.

Jeżeli mieszkaniec ma płacić coraz więcej, powinien wiedzieć, co właściwie drożeje. Czy drożeje odbiór, transport, zagospodarowanie, prowadzenie PSZOK-u, bioodpady, gabaryty, administracja? A może cały system jest wrzucony do jednego worka, z którego potem wyciąga się tylko końcową kwotę?

Dla urzędu to może być techniczny szczegół umowy. Dla mieszkańca to różnica zasadnicza. Bez rozbicia kosztów nie da się uczciwie ocenić, czy opłata wynika z realnego wzrostu kosztów, czy z wygodnego przerzucenia na mieszkańców całego ciężaru systemu. Gmina pokazywała również dokumenty dotyczące kontroli mycia i dezynfekcji pojemników. Oczywiście, pojemniki powinny być czyste. To część usługi i nikt tego nie kwestionuje.

Jednak system odpadowy to znacznie więcej niż umyty kubeł.

To pytanie o to, ile ton odpadów odebrano, skąd pochodziły, dokąd trafiły, czy zgadzały się karty przekazania, czy faktury odpowiadały rzeczywistym ilościom, czy PSZOK działał zgodnie z warunkami, czy kontrolowano odpady przyjmowane w punkcie, czy sprawdzano bioodpady, gabaryty i odpady niebezpieczne, czy analizowano trasy pojazdów i dane z monitoringu, czy wykonawca był kontrolowany systemowo, czy tylko wtedy, gdy ktoś zadał pytanie? Jeżeli kontrola systemu odpadowego sprowadza się w publicznym śladzie głównie do zdjęć pojemników i telefonicznych wyjaśnień, trudno mówić o pełnej przejrzystości. Telefon nie jest dokumentem, a rozmowa nie jest protokołem. W sprawach publicznych ślad odpowiedzialności powinien zostać na papierze.

Z umów wynikało, że gmina nie była bezradnym obserwatorem. Miała narzędzia kontroli. Mogła żądać dokumentów, sprawdzać realizację usługi. Mogła kontrolować wykonawcę. Mogła wymagać sprawozdań i informacji. Dlatego dziś nie wystarczy powiedzieć mieszkańcom: „system kosztuje”.

Trzeba pokazać, jak ten system był kontrolowany.

I nie w teorii, ale w praktyce. było kontroli? Czego dotyczyły? Kto je przeprowadzał? Jakie były ustalenia? Czy stwierdzono uchybienia? Czy naliczano kary? Czy badano koszty PSZOK-u? Czy sprawdzano, czy odpady oddawane w PSZOK pochodzą tylko od mieszkańców gminy? Czy analizowano ilości odpadów w kolejnych latach? Czy radni otrzymywali takie dane przed podejmowaniem decyzji o stawkach? To są pytania o realny nadzór, ponieważ sama możliwość kontroli nic nie znaczy. Znaczenie ma dopiero jej wykonanie. W całej tej historii nie można patrzeć wyłącznie na urząd i PGK.

Jest jeszcze rada miejska.

To radni podnoszą ręce za uchwałami. To radni decydują o stawkach. To radni powinni pytać o dokumenty, koszty i kontrole. Komisje rady nie są dekoracją samorządu. Komisje są miejscem, w którym takie sprawy powinny być rozkładane na czynniki pierwsze. Dlatego tak ważne są protokoły z komisji, które na stronie BIP Urzędu Gminy i Miasta w Goleniowie nie są dostępne.

 

To w nich powinno być widać, czy radni pytali o kalkulacje, o PGK, o PSZOK. Czy pytali, jak gmina kontroluje wykonawcę, dlaczego mieszkańcy mają zapłacić właśnie tyle i co tak naprawdę składa się na koszt systemu. Bez protokołów mieszkaniec widzi tylko końcowy obrazek: sesja, głosowanie, uchwała. Nie widzi pracy, która powinna poprzedzać  decyzję. A jeśli tej pracy nie widać, trudno wymagać od ludzi zaufania. Odpowiedzialność za przejrzystość pracy rady nie jest bezosobowa. Przewodniczący rady nie jest tylko prowadzącym sesję. Nie jest urzędowym konferansjerem od udzielania głosu i przechodzenia do kolejnych punktów porządku obrad. Odpowiada za organizację pracy rady, za kierowanie spraw do komisji, za porządek procedowania i za to, by mieszkańcy mogli odtworzyć, jak zapadały ważne decyzje. Jeżeli przy sprawie dotyczącej portfeli tysięcy mieszkańców nie można sprawdzić, co działo się na komisjach, jakie materiały otrzymali radni i jakie pytania zadali, to nie jest drobny kłopot techniczny. To jest problem jawności. A jawność nie polega na tym, że po wszystkim publikuje się samą uchwałę. Jawność polega na tym, że mieszkaniec może zobaczyć drogę, którą władza do tej uchwały doszła. Regionalna Izba Obrachunkowa bada legalność uchwał. To bardzo ważny etap, ale nawet jeśli ktoś sprowadzi całą sprawę do formalnego sporu o zapisy, stawki i kalkulacje i tak pozostaje pytanie szersze.

Czy Gmina Goleniów ma system odpadowy pod kontrolą?

Przecież można uchwalić nową stawkę, napisać nowe uzasadnienie i powiedzieć, że koszty rosną. Jednak mieszkańcy mają prawo usłyszeć coś więcej. Mają prawo wiedzieć, czy gmina kontroluje wykonawcę, czy zna szczegółowe koszty, czy potrafi rozdzielić odbiór od zagospodarowania, czy wie ile kosztuje PSZOK i dlaczego, czy ma dokumenty z kontroli, czy radni widzieli dane, czy komisje pracowały naprawdę, czy przewodniczący rady dopilnował publicznego śladu tej pracy? Jeśli odpowiedzią na rosnące koszty jest tylko rosnąca opłata, mieszkaniec ma prawo czuć się nie jak uczestnik wspólnoty samorządowej, ale jak płatnik ostatniej kategorii. Łatwo schować ten temat w tabelach, paragrafach, megagramach, stawkach netto, uchwałach i załącznikach. ale na końcu tej układanki zawsze stoi człowiek. Ktoś kto segreguje odpady, ktoś kto płaci rachunki, ktoś kto wystawia pojemnik przed dom, ktoś kto jedzie do PSZOK-u, ktoś kto słyszy, że ma zapłacić więcej, ale nie wie dlaczego, bo nie widzi pełnego obrazu. Taki człowiek nie musi znać wszystkich przepisów. Nie musi znać i rozumieć każdej umowy. Nie musi śledzić każdego posiedzenia komisji. Taki człowiek ma prawo do prostego komunikatu: sprawdziliśmy system, policzyliśmy koszty, skontrolowaliśmy wykonawcę, radni dostali     dane, a tu są dokumenty. Bez tego każda podwyżka będzie budzić podejrzenie.  I nie dlatego, że mieszkańcy są przeciwko wszystkiemu, ale dlatego, że nikt nie lubi płacić w ciemno. Dlatego dziś nie pytamy już tylko o to, ile wyniesie opłata. Pytamy, czy zanim ją uchwalono, ktoś naprawdę zajrzał do środka systemu.

Czy sprawdzono koszty, wykonawcę, PSZOK i dokumenty?

Czy sprawdzono, co przez lata wynikało z kontroli, audytów i pytań radnych?

Czy radni wiedzieli, za czym głosują?

Czy mieszkańcy mogą to teraz zweryfikować?

Bo w samorządzie nie wystarczy powiedzieć ludziom: „proszę zapłacić”. Najpierw trzeba mieć odwagę powiedzieć: „proszę, oto rachunek i oto dowód, że go sprawdziliśmy”.

Dopóki tego nie ma, sprawa goleniowskich śmieci nie jest tylko sprawą stawek.

Jest sprawą zaufania.

 

Zespół SIgnatur

Portalu goleniow.net

 

Dodaj komentarz