CZY PAŃSTWO BĘDZIE MOGŁO ZABRAĆ CI FIRMĘ, PIENIĄDZE I DOROBEK ŻYCIA?
Ustawa rządu Donalda Tuska i niebezpieczne uprawnienia w rękach urzędników. Czyli Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających
Druk nr 3003 – Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających.
KTO MOŻE TRAFIĆ NA SPECJALNĄ LISTĘ I ZA CO?
Zacznijmy od najważniejszego. O czym właściwie jest ta ustawa?
Projekt przewiduje utworzenie specjalnej krajowej listy sankcyjnej. To lista osób i firm, wobec których państwo będzie mogło zastosować poważne ograniczenia.
Kto może na nią trafić? Projekt wskazuje między innymi osoby i podmioty, którym można przypisać wspieranie działań państw objętych sankcjami lub działania związane z zagrożeniami dla bezpieczeństwa Polski.
Wśród opisanych przesłanek znajduje się:
- bezpośrednie lub pośrednie wspieranie obcej ingerencji w sprawy Polski;
- wspieranie manipulacji w przestrzeni informacyjnej, jeśli jest ona wymierzona w bezpieczeństwo narodowe, polskie granice, interesy lub pozycję międzynarodową naszego kraju;
- działania związane z obchodzeniem ograniczeń sankcyjnych i udostępnianiem środków lub zasobów podmiotom objętym sankcjami.
To bardzo poważne zarzuty. Nie chodzi więc o zwykłą listę dłużników ani o osoby, które mają konflikt z urzędem.
Ale jest coś, na co trzeba zwrócić szczególną uwagę. O wpisie na krajową listę ma decydować minister właściwy do spraw wewnętrznych.
Projekt jest projektem rządowym, przygotowanym przez Radę Ministrów pod kierownictwem Donalda Tuska, w którym główną siłą polityczną jest Platforma Obywatelska. Nie jest to więc inicjatywa przypadkowego posła, lecz rozwiązanie przygotowane przez obecny obóz rządzący.
Czy to oznacza, że każdy, kto krytykuje rząd, może trafić na taką listę? Nie. Samo krytykowanie premiera, ministra czy rządu TEORETYCZNIE nie jest wskazaną w projekcie przesłanką wpisu. Jednak projekt posługuje się pojęciami dotyczącymi obcej ingerencji i manipulacji w przestrzeni informacyjnej. Nie wystarczy powiedzieć: „minister będzie wiedział”. Obywatel musi mieć pewność, że nikt nie wykorzysta tych przepisów przeciwko niemu z powodów politycznych.
A teraz wyobraź sobie, co może się stać, gdy ktoś zostanie wpisany na taką listę.
Prowadzisz firmę. Pracowałeś na nią 20 lat. Masz samochody, maszyny, magazyn, zatrudniasz ludzi. Spłacasz kredyty, płacisz podatki i nikomu nic nie jesteś winien. Pewnego dnia dowiadujesz się, że minister wpisał cię na specjalną listę. Twoje pieniądze zostają zablokowane. Nie możesz swobodnie korzystać ze swojego majątku. Państwo może ustanowić zarząd przymusowy nad twoją firmą. Ktoś inny zaczyna decydować o jej sprawach.
A ty? Możesz zaskarżyć decyzję do sądu, ale samo złożenie skargi nie zatrzymuje automatycznie jej skutków.
To nie jest scenariusz filmu o dyktaturze. Podobne rozwiązania przewiduje projekt ustawy o środkach ograniczających, czyli druk sejmowy nr 3003.
1. NAJPIERW DECYZJA MINISTRA, PÓŹNIEJ MOŻESZ SIĘ BRONIĆ
Projekt przewiduje, że o wpisie na listę będzie decydował minister właściwy do spraw wewnętrznych. Nie chodzi o zwykłe pismo z urzędu, z którym można spokojnie polemizować. Wpis na listę może oznaczać poważne ograniczenia dotyczące pieniędzy, majątku i działalności gospodarczej.
Projekt przewiduje natychmiastową wykonalność decyzji. Nie ma zwykłego wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy. W określonych przypadkach uzasadnienie decyzji może być ograniczone ze względu na bezpieczeństwo państwa lub porządek publiczny. Informacja o decyzji może zostać opublikowana w Biuletynie Informacji Publicznej.
Oczywiście przewidziano możliwość skierowania sprawy do sądu administracyjnego. Tyle że złożenie skargi nie oznacza automatycznego wstrzymania decyzji.
Przykład: Prowadzisz działalność gospodarczą. Zostajesz objęty sankcjami. Nie możesz normalnie korzystać z pieniędzy firmy. Masz zobowiązania wobec pracowników i kontrahentów. Musisz płacić rachunki, ale dostęp do środków jest ograniczony. Możesz walczyć w sądzie, ale w tym czasie firma może już ponosić straty.
2. A CO, JEŚLI URZĘDNIK WYKORZYSTA USTAWĘ PRZECIWKO NIEWYGODNEMU CZŁOWIEKOWI?
To pytanie powinno paść podczas prac nad tą ustawą. Każda władza ma swoich przeciwników. Są dziennikarze, przedsiębiorcy, działacze społeczni i zwykli obywatele, którzy krytykują decyzje rządzących. Czasami robią to bardzo ostro. Czasami ujawniają niewygodne informacje. Czasami organizują protesty.
I teraz wyobraźmy sobie sytuację, w której urzędnik wykorzystuje szerokie uprawnienia nie po to, by chronić państwo, ale by zaszkodzić człowiekowi niewygodnemu dla władzy.
Przykład pierwszy: niewygodny dziennikarz. Dziennikarz publikuje materiały, które kompromitują ważnych polityków. Zadaje trudne pytania, ujawnia nieprawidłowości i nie zamierza milczeć. Samo krytykowanie rządu nie daje podstawy do wpisania go na listę. Ale jeżeli przepisy zawierają nieprecyzyjne pojęcia, pojawia się pytanie, czy ktoś nie spróbuje wykorzystać ich do przedstawienia działalności dziennikarza jako czegoś znacznie poważniejszego.
Przykład drugi: przedsiębiorca, który nie chce podporządkować się politykom. Masz firmę, zatrudniasz ludzi i wspierasz lokalne inicjatywy. Nie zgadzasz się z działaniami władz. Publicznie je krytykujesz. Czy można sobie wyobrazić próbę wykorzystania aparatu państwowego, aby utrudnić ci życie? Oczywiście można. Dlatego prawo musi zawierać zabezpieczenia przed takimi działaniami.
Przykład trzeci: działacz społeczny. Organizujesz protest, zbierasz podpisy, nagłaśniasz sprawy, które władza wolałaby przemilczeć. Masz wpływ na opinię publiczną. W demokratycznym państwie masz do tego prawo. Państwo powinno ścigać rzeczywiste zagrożenia, a nie szukać pretekstu do uciszania niewygodnych ludzi.
Nie twierdzę, że takie nadużycia na pewno nastąpią. Pytam jednak: czy projekt daje wystarczająco mocne zabezpieczenia, aby do nich nie dopuścić?
Bo niebezpieczne prawo to nie tylko takie, które pozwala na złe działania. Niebezpieczne jest również takie, które nie chroni obywatela wystarczająco dobrze przed nadużyciem władzy.
Inną kwestią jest krytykowanie np. Parlamentu Europejskiego i Unii Europejskiej , takie działanie będzie już podlegało ustawie.
3. ODWOŁANIE DO SĄDU? TYLKO ŻE SZKODY MOGĄ POWSTAĆ WCZEŚNIEJ
Ktoś powie: „Przecież można iść do sądu!”. Tak, można. Tylko że trzeba spojrzeć na całą sytuację.
Decyzja ma być natychmiast wykonalna. Samo złożenie skargi nie zatrzymuje jej skutków. Do tego w określonych przypadkach obywatel może nie otrzymać pełnego uzasadnienia decyzji.
A teraz pomyśl, co to oznacza dla zwykłego człowieka. Musisz znaleźć prawnika. Musisz przygotować dokumenty. Musisz zrozumieć, jakie zarzuty ci postawiono. Musisz prowadzić postępowanie sądowe, które może trwać. W tym czasie możesz mieć zablokowane środki, ograniczone możliwości prowadzenia firmy i problemy z utrzymaniem rodziny.
Dla dużej korporacji wielomiesięczny spór prawny może być kosztownym problemem. Dla małego przedsiębiorcy może oznaczać koniec działalności.
Prawo do odwołania nie powinno być tylko zapisem na papierze. Musi dawać człowiekowi realną szansę obrony, zanim jego życie zostanie zrujnowane.
Jeżeli obywatel najpierw traci majątek, firmę i możliwość normalnego funkcjonowania, a dopiero później próbuje udowodnić, że decyzja była niesłuszna, to trzeba zapytać, czy taka ochrona jest wystarczająca.
4. PAŃSTWO MOŻE PRZEJĄĆ ZARZĄDZANIE TWOJĄ FIRMĄ
To jeden z najbardziej poważnych elementów projektu. Przewidziano możliwość ustanowienia zarządu przymusowego nad określonym majątkiem lub przedsiębiorstwem. Taki zarząd może trwać nawet 36 miesięcy.
W tym czasie właściciel może stracić możliwość samodzielnego zarządzania firmą, korzystania z majątku i swobodnego rozporządzania nim. Zarządca może przejąć zadania organów przedsiębiorstwa. Projekt przewiduje też dostęp zarządcy do określonych informacji, również objętych tajemnicami prawnie chronionymi.
Przykład: Wyobraź sobie, że przez ćwierć wieku budowałeś rodzinne przedsiębiorstwo. Zaczynałeś od jednego samochodu dostawczego, a dziś masz kilkanaście pojazdów i kilkudziesięciu pracowników. Po decyzji państwa nie ty podejmujesz najważniejsze decyzje. Nie ty wybierasz, co zrobić z majątkiem firmy. Nie masz takiej swobody jak wcześniej.
A przecież ta firma to nie tylko budynek i maszyny. To także praca twojej rodziny, oszczędności i przyszłość pracowników.
Projekt przewiduje również możliwość przejęcia własności określonego mienia decyzją ministra. Co do zasady ma przysługiwać odszkodowanie według wartości rynkowej, ale projekt przewiduje wyjątek związany z zasadą wzajemności. To oznacza, że kwestia odszkodowania nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.
5. A JEŚLI NIE MASZ FIRMY? CZY MOŻESZ UZNAĆ, ŻE TO CIĘ NIE DOTYCZY?
Nie tak szybko. Sankcje mogą dotyczyć również osób fizycznych. Projekt przewiduje ograniczenia dotyczące udostępniania środków finansowych i zasobów gospodarczych osobom objętym sankcjami.
Przykład: Masz znajomego, który zostaje objęty sankcjami. Chcesz mu pożyczyć pieniądze albo przekazać coś, co może zostać uznane za udostępnienie zasobów gospodarczych. W takiej sytuacji trzeba sprawdzić, jakie dokładnie ograniczenia zostały nałożone i czy dana czynność jest zakazana.
Nie oznacza to, że każda zwykła pomoc człowiekowi automatycznie stanie się przestępstwem. Ale przepisy powinny jasno określać, gdzie kończy się zakazana pomoc, a zaczyna zwykła pomoc rodzinna, sąsiedzka czy humanitarna.
6. MILIONY ZŁOTYCH KARY I WIĘZIENIE
Projekt przewiduje administracyjne kary pieniężne sięgające 20 milionów złotych. Przewiduje również odpowiedzialność karną za określone naruszenia. W niektórych przypadkach kary mogą sięgać nawet 12 lat pozbawienia wolności.
To nie są drobne konsekwencje. Dlatego przepisy muszą być jasne. Obywatel i przedsiębiorca muszą wiedzieć, co jest zabronione, a co dozwolone. Nie mogą żyć w strachu, że nieświadomie przekroczą granicę, której nikt im wcześniej jasno nie wyjaśnił.
7. POLSKA WIĘZIENIEM, A OBYWATELE NIEMYMI ŚWIADKAMI?
W książce „Rok 1984” George’a Orwella państwo kontroluje życie obywateli, a człowiek nie ma pewności, gdzie kończy się jego wolność. Nie twierdzę, że ten projekt automatycznie wprowadzi system opisany przez Orwella. Ale warto zadać sobie pytanie, w jakim kierunku idziemy, jeśli państwo dostaje coraz większe możliwości ingerowania w życie człowieka, a obywatel ma ograniczone możliwości szybkiej obrony.
Wyobraź sobie kraj, w którym ludzie zaczynają bać się mówić, co naprawdę myślą. Nie dlatego, że popełnili przestępstwo, ale dlatego, że nie wiedzą, czy ich słowa nie zostaną kiedyś źle zinterpretowane.
Wyobraź sobie przedsiębiorcę, który rezygnuje z publicznej krytyki władz, bo boi się problemów z firmą. Wyobraź sobie dziennikarza, który nie publikuje niewygodnego materiału, bo nie chce ryzykować wieloletniej walki z aparatem państwa. Wyobraź sobie obywatela, który widzi nieprawidłowości, ale milczy. Nie dlatego, że nie ma racji. Dlatego, że boi się konsekwencji.
Czy tak ma wyglądać wolna Polska?
Wolność to nie tylko możliwość pójścia do sklepu, kupienia chleba i powrotu do domu. Wolność oznacza również, że:
- możesz krytykować władzę;
- możesz prowadzić legalną działalność gospodarczą;
- możesz protestować i organizować innych ludzi;
- państwo nie może dowolnie pozbawić cię dorobku życia;
- masz prawo poznać zarzuty przeciwko sobie;
- masz realną możliwość obrony przed decyzją urzędnika.
Nie chcemy być obywatelami, którzy mogą jedynie patrzeć, jak państwo decyduje za nich. Nie chcemy być niemymi świadkami własnego zniewolenia.
8. NIE PYTAJ, KTO DZIŚ RZĄDZI. POMYŚL, KTO MOŻE RZĄDZIĆ JUTRO
Dzisiaj minister jest z jednej partii. Jutro może być z zupełnie innej. Dzisiaj możesz popierać rząd. Jutro możesz być jego przeciwnikiem.
Dzisiaj możesz uważać, że takie przepisy są potrzebne do walki z zagrożeniami. Ale czy będziesz równie spokojny, gdy z tych samych uprawnień skorzysta polityk, któremu nie ufasz?
To nie jest pytanie o Koalicję Obywatelską, Prawo i Sprawiedliwość, Konfederację czy Lewicę. To pytanie o granice władzy każdego rządu.
Nie powinno być tak, że obywatel musi liczyć na dobrą wolę ministra. Prawo ma chronić człowieka również wtedy, gdy władzę sprawuje polityk, którego nie popiera.
9. ZANIM TAKA USTAWA STANIE SIĘ PRAWEM, TRZEBA ODPOWIEDZIEĆ NA KILKA PYTAŃ
- Kto i na podstawie jakich dowodów będzie decydował o wpisaniu człowieka na listę sankcyjną?
- Jak obywatel ma się bronić, jeśli nie zna pełnego uzasadnienia decyzji?
- Czy sąd będzie mógł szybko wstrzymać decyzję, zanim dojdzie do nieodwracalnych szkód?
- Jak będą chronione osoby, które nieświadomie naruszą ograniczenia?
- Czy przepisy dostatecznie zabezpieczą zwykłą pomoc rodzinną i humanitarną?
- Jak państwo zagwarantuje, że pojęcia związane z obcą ingerencją nie będą wykorzystywane do ograniczania legalnej krytyki władzy?
- Jak obywatel będzie chroniony przed urzędnikiem, który wykorzysta swoje stanowisko do osobistej lub politycznej zemsty?
To nie są pytania niepotrzebne ani przesadzone. To pytania o podstawowe prawa obywatela.
NA KONIEC: TAKA USTAWA NIE POWINNA POWSTAĆ
Możesz głosować na kogo chcesz. Możesz popierać obecny rząd albo być jego przeciwnikiem. Masz do tego pełne prawo. Ale nie oddawaj państwu bez dyskusji kolejnych uprawnień tylko dlatego, że dzisiaj rządzą twoi ulubieni politycy.
Bo ustawy nie są pisane na zawsze dla jednej ekipy. Będą z nich korzystać także następni ministrowie i następne rządy. A kiedy państwo dostaje nowe narzędzia do ograniczania praw obywatela, trzeba bardzo dokładnie sprawdzić, jakie są granice ich stosowania.
Moim zdaniem tak daleko idące uprawnienia, połączone z ryzykiem politycznych nadużyć i trudną drogą obrony obywatela, budzą tak poważne zastrzeżenia, że sam pomysł ich wprowadzenia powinien zostać odrzucony. Wolność człowieka, prawo do własności i prawo do obrony nie mogą zależeć od dobrej woli ministra.
Nie po to Polacy odzyskali wolność, żeby dziś oddawać ją w ręce urzędników.
Nie chodzi o to, żeby państwo było bezsilne wobec zagrożeń. Chodzi o to, żeby w walce z zagrożeniami nie stało się zagrożeniem dla własnych obywateli. Nie pozwólmy, aby strach przed władzą zastąpił wolność. Nie pozwólmy, aby obywatel stał się tylko numerem w urzędowym rejestrze, który może mówić i robić wyłącznie to, na co pozwoli mu państwo.
Bo wolność można stracić nie tylko wtedy, gdy ktoś zamyka bramy więzienia. Można ją stracić również wtedy, gdy ludzie zaczynają bać się korzystać z własnych praw.
Taka ustawa w ogóle nie powinna powstać, a jeżeli powstaje to jest jakby żywcem pisana przez psychopatę
Andrzej Bugajski
Materiał dotyczy projektu ustawy – druku sejmowego nr 3003 – a nie obowiązującego prawa. Opisuje przewidziane w nim rozwiązania oraz zagrożenia i pytania, które powinny zostać rozstrzygnięte w toku prac legislacyjnych.


