11 radnych odmówiło Sypieniowi zaufania. Do referendum też potrzeba 11. Tylko kto powie „sprawdzam”?
Przez dwa lata z rzędu Rada Miejska nie udzieliła burmistrzowi Krzysztofowi Sypieniowi wotum zaufania. W 2025 roku za udzieleniem wotum głosowało 10 radnych i 10 było przeciw. Rok później wynik był już bardziej jednoznaczny: 8 radnych zagłosowało za, a 11 przeciwko udzieleniu burmistrzowi wotum zaufania. I właśnie po drugim takim głosowaniu sytuacja nabiera zupełnie innego znaczenia. Mieszkańcy nie muszą zbierać podpisów, tworzyć komitetu ani organizować oddolnej inicjatywy referendalnej. Ustawa przewiduje szczególną procedurę na wypadek, gdy burmistrz przez dwa kolejne lata nie otrzymuje wotum zaufania.
Rada Miejska może podjąć uchwałę o przeprowadzeniu referendum w sprawie odwołania burmistrza.
Radni nie odwołują w ten sposób Krzysztofa Sypienia. Oddają decyzję mieszkańcom Gminy Goleniów. I tutaj liczby robią się wyjątkowo ciekawe. Rada Miejska liczy 21 radnych. Do podjęcia uchwały o referendum w tym trybie potrzeba bezwzględnej większości ustawowego składu rady, czyli 11 głosów. Dokładnie tylu radnych zagłosowało w 2026 roku przeciwko udzieleniu Krzysztofowi Sypieniowi wotum zaufania. Nie oznacza to, że ta sama jedenastka poprze referendum. Pokazuje jednak coś, czego nie da się pominąć: w Radzie Miejskiej jest już większość, która powiedziała burmistrzowi „nie ufamy panu”. Teraz może powiedzieć mieszkańcom: „sprawdźcie, czy mieliśmy rację”. I właśnie w tym miejscu cała polityczna wojna części radnych z burmistrzem zaczyna wyglądać znacznie ciekawiej. Mieszkańcy od miesięcy obserwują krytykę burmistrza, interpelacje, posty w mediach społecznościowych i ostre wystąpienia podczas sesji. Padają zarzuty dotyczące sposobu zarządzania Gminą Goleniów, inwestycji czy podejmowanych decyzji. Dwa lata z rzędu finałem jest odmowa udzielenia burmistrzowi wotum zaufania.
Tylko co właściwie z tego wynikło?
Jeżeli po całej tej krytyce i dwóch kolejnych głosowaniach przeciwko wotum radni nie są gotowi skorzystać z instrumentu, który daje im ustawa, mieszkańcy mają prawo zapytać, ile w tej wojnie jest rzeczywistej woli doprowadzenia do zmian, a ile politycznego przedstawienia. Można miesiącami punktować burmistrza. Można pisać kolejne interpelacje, publikować posty na Facebooku i podczas sesji przekonywać mieszkańców, że Gmina jest źle zarządzana. To wszystko jest częścią polityki i kontroli sprawowanej przez radnych. Prawdziwy sprawdzian zaczyna się jednak wtedy, kiedy za słowami może pójść decyzja.
I właśnie teraz radni mogą ją podjąć.
Nie muszą sami rozstrzygać, czy Krzysztof Sypień powinien odejść. Mogą pozwolić rozstrzygnąć to mieszkańcom Gminy Goleniów. Tyle że referendum ma dla radnych pewien bardzo istotny haczyk. Oddając pod ocenę mieszkańców burmistrza, w praktyce poddają ocenie również samych siebie. Jeżeli referendum będzie ważne i więcej niż połowa ważnych głosów zostanie oddana przeciwko odwołaniu Krzysztofa Sypienia, mieszkańcy opowiedzą się za pozostawieniem go na stanowisku. W tym momencie działalność Rady Miejskiej zakończy się z mocy prawa.
To mechanizm odpowiedzialności politycznej rady wobec mieszkańców.
Rada może uznać, że burmistrz stracił jej zaufanie i doprowadzić do referendum. Mieszkańcy mogą jednak odpowiedzieć: „My nadal mu ufamy”. W takim przypadku Krzysztof Sypień pozostanie burmistrzem, a zakończy się działalność rady, która doprowadziła do referendum. I dopiero w tym miejscu widać różnicę między polityczną krytyką a decyzją niosącą rzeczywiste konsekwencje. Głosowanie przeciwko wotum zaufania nie stawia na szali dalszego funkcjonowania Rady Miejskiej. Interpelacja również nie. Krytyczny post na Facebooku czy ostre wystąpienie podczas sesji – tym bardziej.
Referendum to już zupełnie inna historia.
Radni musieliby zaakceptować, że mieszkańcy mogą nie podzielić ich oceny burmistrza. Co więcej, głosowanie nad uchwałą o przeprowadzeniu referendum jest imienne. Będzie więc wiadomo, kto chce oddać decyzję mieszkańcom, kto jest temu przeciwny, a kto spróbuje pozostać gdzieś pośrodku, czyli klasyczne zjeść ciastko i nadal je mieć. Dlatego znacznie łatwiej politycznie „pomachać szabelką”, napisać kolejną interpelację czy opublikować kolejny post, niż powiedzieć mieszkańcom: „My burmistrzowi nie ufamy. Teraz wy zdecydujcie, czy mieliśmy rację”. Zwłaszcza że mieszkańcy mogą odpowiedzieć: „Nie mieliście”. I być może właśnie tutaj kończy się polityczna odwaga, a zaczyna kalkulacja. Jeżeli radni rzeczywiście uważają, że Krzysztof Sypień nie zasługuje na ich zaufanie, mają dziś możliwość poddania tej oceny pod osąd mieszkańców. Nie trzeba zbierać podpisów. Nie trzeba tworzyć komitetu. Nie trzeba czekać kolejnego roku.
Potrzeba 11 głosów. Dokładnie tylu, ilu w tym roku zagłosowało przeciwko udzieleniu burmistrzowi wotum zaufania. Dlatego zamiast kolejnych interpelacji, wpisów i wzajemnych oskarżeń warto zadać radnym jedno konkretne pytanie:
Czy zagłosuje Pan/Pani za przeprowadzeniem referendum w sprawie odwołania Burmistrza Gminy Goleniów Krzysztofa Sypienia?
Po dwóch kolejnych latach bez wotum zaufania mieszkańcy wiedzą już, co część radnych myśli o Krzysztofie Sypieniu.
Teraz chcielibyśmy wiedzieć, czy za tymi słowami pójdzie decyzja.
W przeciwnym razie cała ta wojna zacznie przypominać polityczny teatr: dużo huku na sesjach i Facebooku, a kiedy przychodzi moment żeby powiedzieć „sprawdzam” – światła gasną, a kurtyna opada.
Zespół Signatur
Portal goleniow.net


