Bezpieczeństwo to nie koszt. Spór o gotowość bojową OSP Maszewo

Decyzje podejmowane przy biurkach często mają bardzo realne konsekwencje w terenie. Przykład Ochotniczej Straży Pożarnej w Maszewie pokazuje to, aż nazbyt wyraźnie. Jednostka poinformowała o spadku gotowości bojowej – sytuacji bezprecedensowej w swojej historii i niepokojącej z punktu widzenia bezpieczeństwa mieszkańców.

Wbrew pozorom problem nie dotyczy braku ludzi, chęci czy zaangażowania strażaków. Wręcz przeciwnie – dotyczy decyzji organizacyjnych i finansowych, które doprowadziły do realnego ograniczenia zdolności ratowniczych jednostki.

Konserwator – niewidoczny, ale kluczowy

Dla osób spoza systemu ratowniczego pojęcie „konserwator sprzętu” może brzmieć technicznie i niepozornie. W praktyce to jedna z najważniejszych funkcji w jednostce OSP. To właśnie konserwator odpowiada za to, by wozy bojowe były sprawne, sprzęt gotowy do użycia, a wyjazd do akcji możliwy w każdej chwili – niezależnie od pory dnia czy nocy.

W Maszewie brak zawarcia umów z osobami pełniącymi tę funkcję doprowadził do sytuacji, w której część sprzętu nie może być wykorzystywana operacyjnie. A to oznacza jedno: nawet jeśli strażacy są gotowi do wyjazdu, jednostka nie zawsze może skutecznie ruszyć na pomoc.

Oszczędności, które mogą kosztować więcej

Sytuacja staje się jeszcze bardziej kontrowersyjna, gdy zestawi się ją z realiami w sąsiednich gminach. Różnice w wynagrodzeniach konserwatorów – sięgające nawet ponad 100% – pokazują, że problem nie jest systemowy, lecz lokalny. W praktyce osoby wykonujące kluczową pracę dla bezpieczeństwa publicznego w Maszewie są traktowane gorzej niż ich odpowiednicy kilka kilometrów dalej.

To rodzi pytanie nie tylko o sprawiedliwość, ale o zdrowy rozsądek. Trudno bowiem oczekiwać pełnej dyspozycyjności i odpowiedzialności tam, gdzie brakuje stabilnych i uczciwych warunków pracy.

System, który działał – i został rozmontowany

Warto przypomnieć, że przez lata OSP Maszewo funkcjonowała w modelu, który zapewniał gotowość bojową przez 365 dni w roku. Dwóch konserwatorów pełniło jednocześnie role kierowców pojazdów pożarniczych i operatorów specjalistycznego sprzętu. Był to system sprawdzony, efektywny i – co najważniejsze – bezpieczny.

Jego likwidacja bez zaproponowania realnej alternatywy trudno uznać za racjonalne zarządzanie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy mówimy o jednostce, która w 2025 roku znalazła się w ścisłej czołówce najbardziej wyjazdowych OSP w województwie zachodniopomorskim – zajmując 10 miejsce pod względem liczby interwencji.

Samorząd a odpowiedzialność za bezpieczeństwo

Zgodnie z obowiązującymi przepisami zapewnienie podstawowego poziomu bezpieczeństwa mieszkańców należy do zadań samorządu. OSP nie jest dodatkiem ani elementem „hobby” – to integralna część systemu ratowniczego państwa, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie często jest pierwszą i najszybciej dostępną pomocą.

W przypadku Maszewa decyzje podejmowane przez Gminę Maszewo mają bezpośrednie przełożenie na czas reakcji, skuteczność działań i bezpieczeństwo ludzi. Oszczędności administracyjne, choć kuszące na papierze, w praktyce mogą oznaczać dłuższe dojazdy, mniejsze możliwości sprzętowe i większe straty – materialne i ludzkie.

Pytanie, które trzeba zadać głośno

Czy krótkoterminowe decyzje finansowe mogą usprawiedliwiać obniżanie gotowości jednostki, która wielokrotnie udowodniła swoją skuteczność w realnych akcjach ratowniczych? Czy bezpieczeństwo mieszkańców może być traktowane jak pozycja do cięcia w budżecie?

Dyskusja o OSP Maszewo nie jest atakiem na samorząd. Jest sygnałem alarmowym. I im szybciej zostanie potraktowany poważnie, tym większa szansa, że gotowość bojowa wróci tam, gdzie jej miejsce – na najwyższy możliwy poziom.

Problem,  który przedstawiamy Państwu zasygnalizowali sami ratownicy .

Andrzej Bugajski

Dodaj komentarz