Kto naprawdę pracuje w Radzie Miejskiej?
Tabelki, iluzje i radni z krwi i kości
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste.
Wystarczy zajrzeć do Biuletynu Informacji Publicznej, sprawdzić liczby i już wiemy: kto aktywny, kto mniej, a kto wcale. Interpelacje, wnioski, zapytania — jedni mają ich dużo, inni niewiele, a jeszcze inni… zero. Gotowe, ranking sporządzony. Pracowici i „leniwi”. Aktywni i bierni.
Problem w tym, że samorząd nie jest arkuszem Excela. Liczby — choć wyglądają obiektywnie — często wprowadzają w błąd. Radny nie jest urzędnikiem od produkcji pism. Jest przedstawicielem mieszkańców. Kimś, kto ma słuchać, reagować i pilnować władzy wykonawczej. Czasem robi to interpelacją, czasem wnioskiem, a czasem zwykłą rozmową, interwencją lub kontrolą tam, gdzie naprawdę trzeba.
Interpelacja to narzędzie poważne.
Służy do spraw istotnych dla całej gminy lub jej dużej części: pieniędzy, inwestycji, kierunku działań burmistrza, przestrzegania prawa. Nie do każdej latarni, nie do każdego chodnika i nie do każdej kałuży po deszczu. Dobry radny wie, kiedy pisać, a kiedy działać inaczej.
Jedna interpelacja może dotyczyć drobnej kwestii porządkowej. Inna — inwestycji za miliony, problemów prawnych albo systemowych zaniedbań. Jedna powstaje w godzinę, inna wymaga tygodni rozmów, analiz i docierania do informacji. Podobnie jest z wnioskami i zapytaniami: ich liczba może świadczyć o zaangażowaniu, ale równie dobrze o chaotycznym „wrzucaniu wszystkiego do jednego worka”, bez refleksji, czy dane narzędzie w ogóle ma sens. Liczenie pism „sztuka za sztukę” przypomina ocenianie lekarza po liczbie wystawionych recept, a nie po tym, ilu pacjentów naprawdę wyleczył.
Analiza działalności radnych w Goleniowie pokazuje cztery wyraźne modele pracy:
1. Radny polityczny — dużo interpelacji, mało mieszkańców
Najbardziej wyrazistym przykładem jest Tomasz Banach. Interpelacji jest dużo, wystąpień również. Na papierze — imponująca aktywność. Dopóki nie zajrzymy w treść. Dokumenty z BIP pokazują, że jego działalność koncentruje się na sporach politycznych, decyzjach burmistrza i grze gabinetowej. Sprawy mieszkańców — codzienne, przyziemne, realne — praktycznie się nie pojawiają. Paradoks: mimo zameldowania w gminie, płacenia tu podatków i wieloletniej pracy jako wiceburmistrz, z jego działalności nie wyłania się znajomość realnych potrzeb mieszkańców. Aktywność intensywna, ale oderwana od życia codziennego.
2. „Załatwiacze” — dużo pism, wąski horyzont
To radni idący na ilość, ale nie na szerokość spojrzenia. Artur Panek niemal całkowicie ogranicza swoją aktywność do osiedla Helenów. Andrzej Różański działa jak sprawny pośrednik — interweniuje, „załatwia”, ale nie kontroluje władzy wykonawczej. Pism jest dużo, spraw lokalnych także, ale gmina jako całość — jej finanse, decyzje strategiczne, odpowiedzialność burmistrza — pozostaje poza radarem. Nie jest to zła praca, ale niepełna rola radnego. Za to widoczna: nazwisko krąży w przestrzeni publicznej, buduje rozpoznawalność i przyszły elektorat. Aktywność „na widoku” zawsze się liczy.
3. Radni „idealni” — blisko ludzi i z okiem na władzę
Najciekawsza, choć najmniej liczna, grupa. To radni, którzy potrafią jednocześnie: słuchać mieszkańców, reagować na lokalne problemy, kontrolować burmistrza i urząd. Należą do niej m.in.: Irena Henkelman, Robert Kuszyński, Agnieszka Geblewicz, Małgorzata Latka.
Ich działalność nie polega na biciu rekordów w tabelkach. Jest proporcjonalna, przemyślana i różnorodna: wnioski tam, gdzie lokalnie trzeba działać, interpelacje tam, gdzie chodzi o całą gminę, zapytania wtedy, gdy potrzebna jest informacja. Szczególnie wyróżnia się Irena Henkelman — przykład radnej, u której ilość pism idzie w parze z sensem i skutkiem. To dowód, że jakość da się połączyć z aktywnością, bez popadania w papierowy aktywizm.
4. Przewodniczący, który milczy
Najbardziej problematyczny model. Wojciech Łebiński, Przewodniczący Rady Miejskiej, w analizowanym okresie nie złożył ani jednego wniosku, zapytania ani interpelacji. Historycznie „przyjęło się”, że przewodniczącemu nie wypada. Tyle że przewodniczący powinien nadawać standardy, a nie z nich rezygnować. Funkcja nie zwalnia z bycia radnym. Wręcz przeciwnie — zobowiązuje do intensywnej pracy i szerokiego spojrzenia na problemy mieszkańców.
W Goleniowskiej Radzie Miejskiej liczby i tabelki to tylko część obrazu. Nie chodzi o to, kto ile interpelacji, wniosków i zapytań złożył, lecz kto naprawdę działa w imieniu mieszkańców. Radni idealni pokazują, że można połączyć aktywność z sensem: reagować na lokalne problemy i jednocześnie kontrolować władze. Reszta — polityczne pismaki, lokalni „załatwiacze” czy bierni funkcyjni — pozostawia wrażenie, że w radzie bywa się, ale nie zawsze wiadomo po co.
Dlatego dla mieszkańców nie powinna liczyć się sama liczba pism, lecz odpowiedź na jedno pytanie: Czy ten radny naprawdę wie, po co tam jest — i w czyim imieniu działa?
Bo dobra gmina nie zaczyna się w tabelce.
Zaczyna się tam, gdzie ktoś bierze odpowiedzialność za sens swojej pracy.
Zespół SIgnatur
Portalu goleniow.net


