Radny Banach, wniosek, anonimowy donos i rada w trybie „detektywistycznym”

Goleniów ostatnio wyglądał, jakby ktoś włączył lokalną wersję kryminału politycznego. Na scenie: radny Tomasz Banach – formalnie zameldowany i wynajmujący mieszkanie w gminie, rozliczający PIT w tutejszym Urzędzie Skarbowym. Brzmi jak spełnienie kryteriów prawnych? Owszem. Ale czy wyborczych?

Oceniając miejsce pobytu, nie należy kierować się wyłącznie oświadczeniami osoby zainteresowanej (wyrok WSA w Rzeszowie, sygn. II SA/Rz 414/15). W świetle orzecznictwa za miejsce stałego pobytu nie uznaje się miejsca zameldowania, lecz miejsce, w którym realizuje się podstawowe funkcje życiowe. Meldunek może decydować o urzędzie skarbowym, okręgu wyborczym czy przyznawaniu niektórych świadczeń socjalnych – ale formalności administracyjne nie zastąpią codziennego życia w społeczności.

Na drugim biegunie znalazł się wniosek-odezwa do radnych o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego i podjęcie uchwały w sprawie wygaszenia mandatu Tomasza Banacha:
Szanowni Państwo Radni, w związku z przekazaniem przez Komisarza Wyborczego w Szczecinie mojego zawiadomienia dotyczącego podejrzenia naruszenia przepisów Kodeksu wyborczego przez radnego Tomasza Banacha, niniejszym wnoszę o bezzwłoczne i rzetelne rozpoznanie sprawy przez Radę Miejską”.

Reakcje w radzie były… emocjonalne.

Radna Aleksandra Muszyńska-Popielarczyk najwyraźniej dała się im ponieść i publicznie wytknęła wnioskodawczyni: „Szanowna pani wnioskodawczyni, chcę powiedzieć, że Rada Miejska nie świadczy usług detektywistycznych jak Krzysztof Rutkowski”.

Słowa padły publicznie i wzbudziły konsternację – reakcja była wyraźnie przesadzona.

Każdy mieszkaniec Gminy ma prawo składać wnioski, skargi i petycje, nawet jeśli dla niektórych radnych wydają się one „absurdalne” lub „niedorzeczne”.

Każdy mieszkaniec ma prawo oczekiwać, że jego przedstawiciele w Radzie Miejskiej – a jest ich 21 – będą kulturalni, będą ważyli słowa i nie będą obrażali swojego chlebodawcy, bo to właśnie mieszkańcy Gminy finansują diety radnych.

W sieci rozgorzała dyskusja: drony, zdjęcia, raporty, wniosek – wszystko w imię „wykrycia centrum życia radnego Banacha”. Tymczasem sedno sprawy jest jasne: formalności administracyjne nie determinują emocjonalnego ani społecznego związku z miejscem, w którym sprawuje się mandat.

Wieloletnia praca w gminie na stanowisku wiceburmistrza oznaczała wykonywanie konkretnej funkcji zawodowej. Nie dała ona automatycznej wiedzy o codziennym życiu, potrzebach i pragnieniach mieszkańców. Życie społeczności wygląda inaczej zza urzędniczego biurka, a inaczej z poziomu codziennego życia mieszkańców.

Emocjonalne reakcje radnych pokazują, że władza, która zamiast rozpatrywać sprawy merytorycznie kieruje się impulsami, naraża się na utratę powagi i zaufania społecznego.

Można mieć odmienne opinie, można się z nimi nie zgadzać – ale każdy mieszkaniec ma prawo oczekiwać szacunku, profesjonalizmu i rzetelności od swoich przedstawicieli. To nie przywilej, to obowiązek.

Wniosek, anonimowy donos, „śledztwo” czy „sąd” nad kolegą radnym oraz związane z tym emocje nie mogą stanowić ani argumentu, ani wymówki dla publicznego lekceważenia obywatela.

Jeśli radny nie potrafi panować nad emocjami lub nie rozumie samorządowych przepisów, powinien poważnie rozważyć rezygnację z mandatu i skoncentrować się na pracy, w której być może będzie się realizował dla dobra lokalnej społeczności.

 

Zespół Redakcji goleniow.net

 

 

 

Dodaj komentarz