Gdy życiorys zderza się z Kodeksem wyborczym – przypadek jednej radnej

W polityce lokalnej, jak w dobrym serialu, każdy odcinek zaskakuje zwrotami akcji. Tym razem główną bohaterką jest radna z Goleniowa – kobieta, której życie rodzinne i zawodowe splata się w nierozerwalny węzeł z lokalną sceną samorządową. Historia ta pokazuje, jak ważne są formalności i precyzja prawa w kwestii pełnienia funkcji publicznych.

Radna, choć silnie związana z gminą, w której się urodziła, zdobyła mandat w wyborach 2024 roku startując z okręgu wiejskiego obejmującego wiele miejscowości gminy. Wyniki z komisji wyborczych potwierdzają, że to właśnie społeczność wiejska zaufała jej najbardziej, doceniając jej lokalne zakorzenienie i znajomość codziennych spraw mieszkańców.

Co ciekawe, jej mąż – marszałek województwa – podczas ostatnich wyborów samorządowych zadeklarował miejsce zamieszkania w Szczecinie, choć startował do Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego, co jest całkowicie zgodne z prawem. Ona natomiast – kandydatka do Rady Miejskiej – formalnie i faktycznie mieszka w Goleniowie, co ma zasadnicze znaczenie w kontekście wyborów lokalnych, gdzie miejsce zamieszkania jest podstawowym wymogiem praw wyborczych.

Jednak wątek robi się bardziej skomplikowany, gdy przyjrzymy się formalnym kwestiom dotyczącym jej związku ze spółką gminną. Radna jest dyrektorem finansowym, a przez kilka lat była prokurentem tej spółki, a zrzeczenie się prokury nastąpiło dopiero po wyborach, a dokładnie – choć wpis do KRS z 17 czerwca 2024 r. mówi o zmianie danych, to kluczowy jest moment faktycznego zrzeczenia się funkcji. Przypomnijmy, że wybory odbyły się 21 kwietnia 2024 r., a radna została zaprzysiężona 7 maja 2024 r. – czyli w dniu objęcia mandatu mogła jeszcze pełnić funkcję prokurenta. Z punktu widzenia prawa wyborczego i samorządowego to stawia pod znakiem zapytania ważność jej mandatu.

Kodeks wyborczy oraz ustawa o samorządzie gminnym jasno precyzują wymogi dotyczące łączenia funkcji publicznych z działalnością w spółkach gminnych. Radni powinni bowiem od razu po objęciu mandatu wyeliminować wszelkie potencjalne konflikty interesów. I tu pojawia się naturalne pytanie: czy w sytuacji, gdy taka niejasność istnieje, rada miejska powinna uważnie przeanalizować ważność wyboru tej radnej?

Dodatkowo spółka, w której radna była prokurentem, jest własnością w 100% gminy. Rada ma prawo i obowiązek kontrolować takie spółki, wpływając na strategiczne decyzje właścicielskie – od kapitału po zarządzenie. Tymczasem burmistrz powołuje radę nadzorczą, której przewodniczącym jest starosta powiatu goleniowskiego – od lat osoba kluczowa w lokalnej polityce i samorządzie. Ten układ między gminą, powiatem a województwem tworzy złożoną sieć wzajemnych powiązań, które muszą być transparentne i pozbawione choćby cienia podejrzeń o konflikt interesów.

Co więcej, radna należy do klubu, który ma większość w radzie miejskiej, choć stoi formalnie w opozycji do burmistrza. Polityczne podziały i zależności dodatkowo komplikują możliwość skutecznej kontroli i transparentności, szczególnie w spółce gminnej, gdzie pieniądze i decyzje mają bezpośredni wpływ na życie mieszkańców.

Warto też zauważyć, że choć radna startowała w okręgu wiejskim i ma z tym terenem realne związki, to jej formalny mandat podlega ocenie pod kątem przestrzegania prawa. Obowiązujące przepisy dają radzie miejskiej możliwość i co ważniejsze – obowiązek, aby wnikliwie przyjrzeć się sytuacji, w której mandat może być podważony z powodu naruszenia prawa wyborczego.

Ta sprawa to doskonały przykład na to, jak ważne jest pilnowanie standardów prawa w samorządzie i jak cienka jest granica między formalnościami a rzeczywistym zaufaniem mieszkańców. Bo w samorządzie – gdzie każdy głos liczy się najbardziej – transparentność i jasność zasad to fundament, bez którego trudno mówić o prawdziwej reprezentacji i zaufaniu społecznym.

 

(red.)

 

 

 

Dodaj komentarz