Miliony w systemie śmieciowym i zero odpowiedzi. Raport gminy pod ostrzałem
„Analiza”, która niczego nie analizuje, czyli stan gospodarki odpadami komunalnymi w Gminie Goleniów za 2025 r.
Masz problem z odbiorem śmieci? Większość mieszkańców odruchowo dzwoni do firmy, która odbiera odpady. To zrozumiałe, ale nietrafione. W rzeczywistości to gmina przejęła odpowiedzialność za cały system. To ona ustala zasady, pobiera opłaty i odpowiada za to, czy całość działa sprawnie. Jeśli coś się nie zgadza, adresatem pytań powinien być urząd, nie wykonawca usługi. Nie jest to kwestia interpretacji. Wynika to wprost z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. To właśnie dlatego ustawodawca zobowiązał gminy do corocznego przedstawiania analizy funkcjonowania systemu gospodarki odpadami. Dokumentu, który ma wyjaśniać rzeczywistość, nie tylko ją opisywać.
W Gminie Goleniów taka analiza za 2025 rok powstała. Dokument jest, liczby są, tabelki również.
Problem w tym, że na tym kończy się jego użyteczność.
Zamiast odpowiedzi mamy opis, zamiast diagnozy zestawienie danych, a zamiast wniosków ciszę. Mowa o systemie, który kosztuje ponad 21 milionów złotych rocznie i jednocześnie generuje niedobór rzędu 8,5 miliona złotych. Taka różnica powinna być początkiem poważnej dyskusji. W analizie pozostaje jedynie liczbą, bez komentarza i bez wyjaśnienia.
Dalej jest podobnie. Dokument szczegółowo opisuje częstotliwość odbioru odpadów, frakcje i podstawy prawne systemu. Tyle że to wszystko mieszkańcy już wiedzą. Widzą to w harmonogramach i komunikatach gminy. Tego nie trzeba analizować. To, co powinno zostać wyjaśnione, pozostaje nietknięte. Nie ma odpowiedzi, czy system działa skutecznie. Nie ma wskazania jego słabych punktów. Nie ma nawet próby oceny, czy gmina realnie go kontroluje. W części dotyczącej inwestycji pojawia się jedno zdanie. W 2025 roku gmina nie realizowała takich działań. I na tym koniec. Czy były potrzebne, czy system wymaga modernizacji, czy infrastruktura nadąża za potrzebami, pozostaje bez odpowiedzi. Podobnie wygląda temat kontroli. Dokument pokazuje liczbę wezwań i działań weryfikacyjnych, ale nie pokazuje ich skutków. Ilu mieszkańców faktycznie unika opłat? Jaka jest skala nieprawidłowości? Czy kontrole cokolwiek zmieniają? Tego nie wiadomo. Są za to liczby dotyczące odpadów. Tysiące ton rozpisane na frakcje, podane precyzyjnie, co do kilograma, ale bez kontekstu. Bez odniesienia do liczby mieszkańców, bez porównań z latami poprzednimi, bez informacji, czy system się poprawia, czy pogarsza. Dane są, korzyści z nich niewiele.
Całość sprawia wrażenie dokumentu sporządzonego po to, by spełnić obowiązek formalny, nie po to, by cokolwiek wyjaśnić wspólnocie samorządowej.
Mieszkańcy płacą co miesiąc i mają prawo wiedzieć, za co. Mają prawo wiedzieć, dlaczego system kosztuje więcej, niż przynosi wpływów. Mają prawo oczekiwać, że ktoś wprost pokaże, gdzie leżą problemy i co zamierza się z nimi zrobić. Jednak nawet tam, gdzie analiza schodzi do szczegółów, pojawiają się pytania bez odpowiedzi. Zgodnie z uchwałą rady miejskiej mieszkaniec może oddać do PSZOK maksymalnie 50 kilogramów odpadów budowlanych rocznie oraz 4 opony z jednej nieruchomości.
To konkretne limity, wprowadzone nie bez powodu.
Tymczasem dane z analizy pokazują, że w 2025 roku do PSZOK trafiło ponad 270 ton zmieszanych odpadów z betonu i gruzu, blisko 200 ton odpadów z budów i remontów oraz ponad 125 ton zużytych opon. I tu pojawia się pytanie, którego w dokumencie nie ma. nCzy te ilości mieszczą się w realnych możliwościach mieszkańców przy obowiązujących limitach? Ile osób musiałoby legalnie oddać takie odpady, aby uzyskać taki wynik? Czy ktokolwiek to weryfikuje? Bo jeśli limity istnieją tylko na papierze, system przestaje być systemem, a staje się fikcją. Z danych gminy wynika, że system obejmuje 35 625 mieszkańców. Łączny limit odpadów budowlanych wynosi więc 1 781 250 kilogramów, czyli 1 781,25 ton. Tymczasem w 2025 roku do PSZOK trafiło łącznie 469 340 kilogramów odpadów budowlanych i poremontowych. Po przeliczeniu tej wartości przez limit 50 kilogramów na osobę otrzymujemy 9 386,8 „pełnych wykorzystań limitu”. Nie jest to liczba mieszkańców, którzy oddali odpady. To wskaźnik pokazujący skalę wykorzystania limitu w przeliczeniu na pełne jednostki.
I w tym miejscu kończy się matematyka, a zaczyna problem systemowy.
System został zaprojektowany w oparciu o założenie, że odpady budowlane są rozproszone i wynikają z indywidualnych, incydentalnych potrzeb mieszkańców. Tymczasem dane z PSZOK pokazują strukturę, która nie układa się w taki model. W praktyce oznacza to, że strumień tych odpadów ma charakter skoncentrowany i powstaje w ograniczonej liczbie źródeł, w większych wolumenach. To prowadzi do wniosku, który w analizie nie został postawiony. System komunalny przyjmuje odpady, które w swojej strukturze nie odpowiadają założeniom, na których został zbudowany. Limit 50 kilogramów na mieszkańca nie opisuje rzeczywistego funkcjonowania PSZOK, lecz pozostaje parametrem formalnym, oderwanym od faktycznego strumienia odpadów. W praktyce odpady budowlane i poremontowe mogą trafić do PSZOK w ramach limitów, ale równie często są zagospodarowywane poza systemem gminnym, poprzez wynajem kontenerów i przekazanie ich bezpośrednio do instalacji przetwarzania. To dwa odrębne obiegi, których nie powinno się mieszać w jednej statystyce. Jeżeli jednak te strumienie zaczynają się przenikać w danych, powstaje ryzyko zniekształcenia obrazu całego systemu. W konsekwencji analiza, która miała pokazać realny obraz gospodarki odpadami, nie identyfikuje podstawowej niezgodności pomiędzy założeniami systemu a jego rzeczywistym obciążeniem. W tym miejscu dokument przestaje być analizą, a staje się zestawieniem danych, które nie zostały ze sobą powiązane.
Pojawia się więc pytanie, które nie dotyczy już samego dokumentu, ale odpowiedzialności za jego przyjęcie.
Czy Rada Miejska uzna tę analizę za wystarczające wyjaśnienie funkcjonowania systemu gospodarki odpadami w 2025 roku, mimo że nie odpowiada ona na kluczowe pytania o jego efektywność, spójność i bilans finansowy? Czy w sytuacji, gdy dokument nie zawiera rzeczywistej analizy, a jedynie zestawienie danych bez ich interpretacji, zasadne będzie skierowanie sprawy do organu kontroli zewnętrznej w celu weryfikacji, czy system działa zgodnie z założeniami ustawowymi i prawem miejscowym?
Bo ostatecznie nie chodzi o to, jak nazywa się dokument.
Chodzi o to, czy opisuje on rzeczywistość.
Zespół SIgnatur
Portalu goleniow.net


