Inwestycje w Goleniowie: rozwój czy dobrze opakowana statystyka?

Jak co miesiąc, przed sesją Rady Miejskiej w Goleniowie, w Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się sprawozdanie z działalności burmistrza. Dokument długi, szczegółowy, pełen liczb i nazw zadań. Tym razem przyjrzeliśmy się bliżej jednemu obszarowi – inwestycjom, o których w ostatnim czasie mówi się wyjątkowo dużo.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo dobrze. Jest ruch, są inwestycje, są przetargi, podpisywane umowy. Drogi, chodniki, szkoły, oświetlenie, projekty świetlic, boisk, ścieżek rowerowych. Sprawozdanie pęka w szwach od pozycji. Można odnieść wrażenie, że gmina jest w ciągłym rozwoju.

Tylko czy na pewno?

Bo kiedy odłożymy na bok ilość i zaczniemy patrzeć na jakość, obraz przestaje być tak oczywisty. I pojawiają się pytania – nie urzędnicze, tylko zupełnie zwyczajne. Takie, które zadaje sobie każdy mieszkaniec.

Pierwsze z nich jest proste:
– ile z tych inwestycji naprawdę widać w terenie?

Bo w sprawozdaniu roi się od zadań, ale bardzo duża ich część to… dokumentacje.
Projekt drogi. Projekt chodnika. Projekt świetlicy. Projekt przebudowy.

Można odnieść wrażenie, że projektów jest więcej niż realnych realizacji.

Do tego dochodzą nadzory inwestorskie, funkcje inżyniera kontraktu i różnego rodzaju opracowania uzupełniające.

To wszystko brzmi poważnie i potrzebnie – i w istocie takie jest. Tylko że z perspektywy mieszkańca ma jedną zasadniczą wadę: tego po prostu nie widać.
Dokumentacja nie jeździ, nie świeci i nie rozwiązuje codziennych problemów. Jest początkiem drogi, a nie jej końcem.

I tu dochodzimy do drugiego pytania – czy za tą listą idą realne efekty?

Weźmy konkretny przykład – ulicę Jaworową.
Plan: 1,2 mln zł.
Wybrana oferta: prawie 2 mln zł.

Różnica? Około 800 tysięcy złotych.

To nie jest kosmetyczne odchylenie. To skok o ponad połowę wartości inwestycji.
W takiej sytuacji trudno nie zapytać – czy ktoś na etapie planowania wiedział, ile to powinno kosztować?

Bo możliwości są właściwie dwie:
– albo kosztorys był oderwany od realiów rynkowych,
– albo inwestycję wpisano do planu „na chybcika”, licząc, że później jakoś uda się to spiąć.

Żadna z tych odpowiedzi nie brzmi szczególnie uspokajająco.

Patrząc szerzej zaczyna rysować się pewien schemat.
Zamiast kilku dużych, wyraźnych inwestycji, które realnie zmieniają przestrzeń i komfort życia mieszkańców, mamy długą listę mniejszych zadań. Rozproszonych. Często na etapie przygotowań.

Efekt?

Każdy coś dostaje, ale w niewielkim zakresie.
Trochę tu, trochę tam.

Z punktu widzenia politycznego to rozwiązanie wygodne – bo trudno wskazać kogoś całkowicie pominiętego, ale z punktu widzenia rozwoju gminy pojawia się wątpliwość – czy takie rozdrobnienie naprawdę coś zmienia?

Bo mieszkańcy nie patrzą na listę planowanych inwestycji. Mieszkańcy patrzą na efekty.

W sprawozdaniu jest też fragment, który łatwo przeoczyć – zamówienia poniżej progów, realizowane bez pełnej procedury przetargowej.

I tu robi się ciekawie.

Nie ma dużych ogłoszeń.
Nie ma szerokiej konkurencji.
Nie ma też takiej przejrzystości jak przy większych postępowaniach.

Są za to krótsze terminy, mniejsze kwoty i większa swoboda wyboru wykonawcy.

Formalnie – wszystko zgodnie z przepisami.
Praktycznie – to właśnie w takich obszarach najłatwiej podejmować decyzje bez większego rozgłosu.

W większych przetargach regularnie pojawiają się lokalne firmy. Wygrywają, realizują zadania, pojawiają się ponownie.
I dopóki konkurencja jest realna, ceny rynkowe, a jakość wykonania nie budzi zastrzeżeń – nie ma w tym nic niepokojącego.

Problem zaczyna się wtedy, gdy te same nazwy zaczynają pojawiać się zbyt często.

To jeszcze nie jest dowód, ale to już jest sygnał, sygnał, że warto patrzeć uważniej.

Na tle całego zestawienia szczególnie zastanawia jeszcze jedna rzecz – kilka inwestycji związanych z farmami fotowoltaicznymi – i wszystkie zakończone… umorzeniem.

Jedna. Druga. Trzecia. Łącznie siedem.

Przypadek?

A może coś nie zadziałało na etapie przygotowania?
A może pojawiły się problemy formalne?
A może decyzje zapadły gdzie indziej niż w dokumentach?

Tego ze sprawozdania się nie dowiemy.
Ale to jest dokładnie ten moment, w którym powinna pojawić się jasna informacja dla mieszkańców – co się wydarzyło i dlaczego?

Bo nie mówimy o drobnych zadaniach, tylko o potencjalnie istotnych inwestycjach energetycznych.

Na końcu zostaje jedno zasadnicze pytanie – czy Goleniów się rozwija?

Odpowiedź nie jest zero-jedynkowa.
Tak – coś się dzieje. Inwestycje są planowane, część z nich jest realizowana.

Ważniejsze jest jednak inne pytanie – czy to jest rozwój, który realnie zmienia gminę czy taki, który dobrze wygląda w sprawozdaniu?

Bo różnica między jednym a drugim jest zasadnicza.

I to właśnie od tej różnicy zależy, co mieszkańcy powiedzą za kilka lat:

czy „tu naprawdę coś się zmieniło”, czy raczej „ciągle coś robili… tylko trudno powiedzieć co dokładnie”.

Zespół SIgnatur

Portalu goleniow.net

Dodaj komentarz