Ścieżka rowerowa w Białuniu. Obietnice brzmią dobrze, ale ziemię zabierają dokumenty
W Białuniu wokół planowanej ścieżki rowerowej narasta coraz większe zamieszanie. W przestrzeni publicznej pojawiają się zapewnienia, że przebieg inwestycji ma zostać zmieniony, że ścieżka nie wejdzie na prywatne działki, że linia energetyczna zostanie skablowana, a wywłaszczeń nie będzie.
Tyle że mieszkańcy, którzy otrzymują pisma urzędowe, widzą coś innego: decyzje, mapy, podziały działek, operaty szacunkowe i postępowania odszkodowawcze.
I właśnie dlatego w tej sprawie trzeba powiedzieć rzecz najprostszą: w administracji publicznej nie chronią nas zapewnienia. Chronią nas dokumenty, terminy i procedury.
Słowa burmistrza, wpis w mediach społecznościowych czy komentarz pod artykułem mogą mieć znaczenie polityczne. Mogą uspokajać mieszkańców. Mogą pokazywać intencje. Ale same z siebie nie uchylają decyzji ZRID, nie zmieniają projektu, nie cofają podziałów geodezyjnych i nie zatrzymują postępowań odszkodowawczych.
Jeżeli za deklaracją nie idzie dokument, mieszkaniec nadal powinien zakładać czarny scenariusz.
Historia zaczęła się wcześniej niż internetowa dyskusja
Z dokumentów wynika, że sprawa ścieżki w Białuniu nie zaczęła się od bieżących komentarzy w internecie. Już w maju 2023 r. opublikowano obwieszczenie o wszczęciu postępowania w sprawie wydania decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej w obrębie Białuń.
Następnie opublikowano obwieszczenie o wydaniu decyzji nr 2/2023, znak WAB/D/6746.03.04.2023.MC.MJ, dotyczącej przebudowy drogi powiatowej nr 4122Z –
ul. Słonecznej oraz ul. Sielankowej. Decyzja obejmowała m.in. przebudowę fragmentów jezdni, budowę ścieżki rowerowej, ciągu pieszo-rowerowego oraz chodników w miejscowości Białuń.
To są fakty administracyjne. Nie opinie. Nie emocje. Nie wpisy z Facebooka.
A fakty administracyjne mają tę właściwość, że wywołują skutki prawne.
Z dokumentacji projektowej wynika, że inwestycja nie była prostą budową ścieżki rowerowej przy istniejącej drodze. Zakres robót obejmował m.in. przebudowę jezdni, budowę ciągów rowerowych i pieszo-rowerowych, chodników, przebudowę zjazdów, rowów drogowych, budowę kanalizacji deszczowej, wymianę hydrantów oraz wycinkę drzew.
W projekcie wskazano także działki prywatne objęte procedurą ZRID. Przy wielu z nich pojawia się zapis o podziale działki pod pas drogowy. To pokazuje, że procedura wywłaszczeniowa nie była wymysłem mieszkańców ani medialną przesadą. Była wpisana w formalny tok inwestycji.
Na jednej z map projektowych widać przebieg planowanej infrastruktury wzdłuż ul. Słonecznej, w bezpośrednim sąsiedztwie istniejących posesji. Drugi plan pokazuje również elementy infrastruktury technicznej, w tym hydranty przewidziane do wymiany.
To ważne, bo mieszkańcy nie mierzą się z abstrakcyjną kreską na mapie. Mierzą się z inwestycją, która dotyka ogrodzeń, zjazdów, rowów, drzew, nasadzeń i prywatnych działek.
W publicznej dyskusji pojawia się argument: „przecież zapewniono nas, że ścieżka nie wejdzie na działki”.
To bardzo ważne zdanie, bo pokazuje problem całej sprawy. Mieszkańcy słyszą zapewnienia, ale równocześnie nie mają jasnej odpowiedzi, co stało się z formalnymi procedurami.
Jeżeli przebieg ścieżki został naprawdę zmieniony, mieszkańcy powinni zobaczyć:
- nowy projekt,
- formalną zmianę dokumentacji,
- jasne stanowisko inwestora,
- informację o skutkach dla decyzji ZRID,
- informację, czy postępowania odszkodowawcze będą kontynuowane,
- dokument potwierdzający, że konkretne działki nie będą już przejmowane.
Bez tego zapewnienie pozostaje tylko zapewnieniem.
A własności nie traci się przez zapewnienie.
Własność traci się przez decyzję, mapę, podział, operat i procedurę.
W internetowej dyskusji pojawił się ważny głos przedstawiciela powiatu. Wicestarosta oznajmił, że sprawa „nie została wycofana, ponieważ nie było podstaw do tego”.
To zdanie jest istotne, bo jeśli rzeczywiście nie było podstaw do wycofania sprawy to znaczy, że procedura formalna nadal nie została zatrzymana.
A to z kolei potwierdza główną tezę: mieszkańcy nie powinni opierać swojego bezpieczeństwa na ustnych czy internetowych zapewnieniach, jeżeli dokumenty nadal pozostają w obrocie prawnym.
Można oczywiście tłumaczyć, że powiat działa formalnie, a gmina jako inwestor zapowiada zmianę koncepcji. Można mówić, że sprawa jest skomplikowana, że są etapy, uzgodnienia i procedury, ale dla mieszkańca najważniejsze jest coś innego:
czy moja działka nadal jest objęta procedurą, czy nie?
Na to pytanie nie odpowiada uśmiechnięty komentarz. Odpowiada dokument.
Jeżeli decyzja ZRID pozostaje w obrocie prawnym, a powiat prowadzi postępowania odszkodowawcze, to nie jest to stan, który można przeciągać w nieskończoność.
Postępowanie administracyjne powinno zmierzać do rozstrzygnięcia. Jeżeli nieruchomość została przejęta pod inwestycję, organ wcześniej czy później ustali odszkodowanie. Natomiast jeżeli inwestor twierdzi, że przebieg ścieżki ma zostać zmieniony i wywłaszczenia nie będą potrzebne, powinno za tym pójść formalne uporządkowanie sprawy, z powiadomieniem zainteresowanych stron.
Nie można przez miesiące albo lata utrzymywać mieszkańców w stanie zawieszenia, w którym z jednej strony słyszą zapewnienia o zmianie przebiegu ścieżki, a z drugiej strony otrzymują operaty szacunkowe dotyczące przejęcia ich gruntów.
To właśnie dlatego komentarz wicestarosty, że sprawa nie została wycofana, ponieważ nie było podstaw, jest tak ważny.
Jeżeli nie było podstaw do wycofania, to znaczy, że formalna procedura nadal istnieje. A jeśli istnieje, mieszkańcy mają prawo traktować ją poważnie i zabezpieczać swoje interesy, niezależnie od tego, co słyszą w publicznych deklaracjach.
Nie wystarczy powiedzieć ludziom: „proszę się nie martwić”. W sprawach własności prywatnej uspokajające zapewnienia nie są dokumentem.
Najbardziej niebezpieczną sytuacją dla mieszkańców, nie jest otwarty konflikt, ale stan zawieszenia.
To moment, w którym ludzie słyszą: „spokojnie, ścieżka będzie wyprostowana”, ale jednocześnie w aktach są operaty. Słyszą: „wywłaszczeń nie będzie”, ale decyzja nie została wycofana z obrotu. Słyszą: „projekt elektryczny jest w trakcie”, ale nie wiedzą, czy wcześniejszy wariant przestał obowiązywać formalnie.
W takim stanie łatwo przegapić termin. Łatwo nie złożyć pisma. Łatwo uznać, że „skoro obiecali, to nie trzeba nic robić”.
A potem może się okazać, że procedura poszła dalej.
Ta sprawa powinna być lekcją dla wszystkich mieszkańców, nie tylko tych bezpośrednio objętych przebiegiem ścieżki.
Jeżeli organ mówi, że coś zostanie zmienione – niech pokaże dokument.
Jeżeli ktoś zapewnia, że wywłaszczeń nie będzie – zapytajmy, czy decyzja ZRID została zmieniona, uchylona albo czy wydano nową decyzję.
Jeżeli słyszymy, że „projekt jest przeprojektowywany” – zapytajmy, czy nowy projekt został formalnie przyjęty i czy obejmuje naszą działkę.
Jeżeli dostajemy operat szacunkowy – nie odkładajmy go do szuflady, tylko składajmy zastrzeżenia.
W administracji publicznej czas działa bez sentymentów. Terminy biegną nawet wtedy, gdy ktoś publicznie zapewnia, że „wszystko będzie dobrze”.
W takich sprawach lepiej założyć czarny scenariusz i się pomylić, niż uwierzyć w dobre słowo i obudzić się z podzieloną działką i odszkodowaniem, które może być nieadekwatne do straty.
Czarny scenariusz nie oznacza histerii. Oznacza zwykłą przezorność obywatelską.
Jeżeli dokumenty pokazują procedurę ZRID, podział działek, operaty szacunkowe i postępowania odszkodowawcze, mieszkaniec ma pełne prawo pytać, pisać, żądać wyjaśnień i zabezpieczać swoje interesy.
Jeżeli nawet w przyszłości okaże się, że inwestor rzeczywiście zmieni przebieg ścieżki i prywatne działki nie zostaną naruszone, mieszkańcy nic nie tracą przez to, że byli ostrożni.
Ale jeżeli zaufają samym zapewnieniom, a procedura pójdzie dalej, mogą stracić znacznie więcej.
W tej sprawie nie wystarczy już mówić ogólnie, że ścieżka będzie, że projekt trwa, że powiat wyjaśni, a gmina pracuje.
Mieszkańcy powinni otrzymać jednoznaczną odpowiedź na pytanie:
czy wobec konkretnych prywatnych działek w Białuniu nadal obowiązują skutki decyzji ZRID i procedury przejęcia gruntu, czy zostały one formalnie zatrzymane?
Jeżeli zostały zatrzymane – pokażcie dokument.
Jeżeli nie zostały – nie mówcie ludziom, że mogą spać spokojnie.
Bo w państwie prawa spokojnie śpi nie ten, komu coś obiecano. Spokojnie śpi ten, kto ma dokument.
A jeśli ktoś twierdzi, że sprawa jest już rozwiązana, niech pokaże dokument, z którego to wynika.
Maria Wiatr


