Demokracja na zaproszenie? Spór o głos sołtysów w Goleniowie

Czy sołtys na sesji rady gminy jest uczestnikiem prac samorządu, czy jedynie uprzejmie zaproszonym gościem, który powinien siedzieć cicho, dopóki nie otrzyma pozwolenia na zabranie głosu?

Dyskusja, jaka wywiązała się wokół tej kwestii na goleniowskich portalach, pokazuje coś znacznie poważniejszego niż spór o interpretację jednego przepisu. Pokazuje sposób myślenia o lokalnej demokracji.

W komentarzach pod artykułem jeden z radnych – Andrzej Różański – powołując się na zapisy statutu gminy, stwierdził, że sołtysi mogą zabierać głos tylko w określonych momentach sesji albo po wcześniejszym zgłoszeniu takiej chęci przewodniczącemu rady.

W praktyce oznaczałoby to, że przedstawiciele wsi – ludzie wybrani przez mieszkańców swoich sołectw – powinni najpierw poprosić o pozwolenie, by móc wypowiedzieć się w sprawach dotyczących ich własnych społeczności.

Tyle że taka wizja funkcjonowania samorządu rozmija się z podstawową zasadą jego działania.

Statut gminy nie może ograniczać praw wynikających z ustawy. Jeżeli zapis statutu prowadzi do takiego skutku, problem nie leży w aktywności sołtysów, lecz w sposobie interpretowania tych przepisów. W państwie prawa procedura nie może być narzędziem wyciszania głosu mieszkańców.

Sołtys nie jest gościem

Ustawa o samorządzie gminnym jasno określa relację sołtysa z radą gminy. Przewodniczący rady ma obowiązek zawiadamiać sołtysów o sesjach i posiedzeniach komisji, a przewodniczący organu wykonawczego jednostki pomocniczej – czyli właśnie sołtys – może uczestniczyć w pracach rady gminy.

To kluczowe sformułowanie: uczestniczyć w pracach.

Nie oznacza ono biernej obecności na sali obrad ani roli statysty w samorządowym spektaklu. Praca rady to przede wszystkim dyskusja o sprawach gminy, zadawanie pytań, wyjaśnianie problemów mieszkańców i przedstawianie ich stanowiska.

Trudno mówić o „udziale w pracach”, jeśli jednocześnie odmawia się prawa do zabrania głosu.

Ustawa wprowadza tylko jedno ograniczenie: sołtys nie bierze udziału w głosowaniu nad uchwałami. Prowadzenie obrad przez przewodniczącego oznacza porządkowanie dyskusji, ale nie może prowadzić do pozbawienia ustawowego prawa uczestnictwa w pracach rady.

Nie zaproszenie, lecz zawiadomienie

W statucie gminy Goleniów pojawia się zapis, że „osoby zaproszone” mogą zabierać głos za zgodą przewodniczącego rady. Taki przepis ma sens w odniesieniu do gości – ekspertów, przedstawicieli instytucji czy mieszkańców zaproszonych do konkretnej sprawy.

Problem polega na tym, że sołtys nie jest w tej sytuacji gościem.

Gość otrzymuje zaproszenie i może je przyjąć albo odmówić.

Sołtys otrzymuje zawiadomienie.

To zasadnicza różnica. Sołtys reprezentuje jednostkę pomocniczą gminy – sołectwo – i ma ustawowe prawo uczestniczyć w pracach rady. Traktowanie go jak osoby zaproszonej oznacza w praktyce pomniejszenie jego ustawowej roli.

Prosta analogia

Najłatwiej zrozumieć tę sytuację przez porównanie z radnymi.

Radny może uczestniczyć w posiedzeniu komisji, której nie jest członkiem. Może zabierać głos, zadawać pytania i brać udział w dyskusji. Nie może jedynie głosować.

Status sołtysa na sesji rady jest bardzo podobny. Reprezentuje swoją społeczność i ma prawo przedstawić jej stanowisko. Ograniczenie polega wyłącznie na braku prawa do głosowania nad uchwałami.

Statut nie może być narzędziem ograniczania debaty

Cały spór prowadzi do znacznie poważniejszego pytania: czym w ogóle powinien być statut gminy?

Statut nie jest dokumentem pisanym wyłącznie dla prawników ani narzędziem proceduralnego dyscyplinowania mieszkańców. Powinien być jasny i czytelny dla lokalnej społeczności oraz wspierać funkcjonowanie demokracji, a nie tworzyć bariery dla udziału w niej.

Jeżeli zapisy statutu są interpretowane w taki sposób, że przedstawiciel wsi musi prosić o pozwolenie, by powiedzieć kilka zdań w sprawie dotyczącej jego mieszkańców, to problem nie leży w aktywności sołtysów. Problem leży w sposobie rozumienia roli samorządu.

Demokracja zaczyna się od rozmowy

Rada gminy nie jest klubem dyskusyjnym radnych, do którego inni mają wstęp tylko po uzyskaniu zgody przewodniczącego. To organ reprezentujący całą wspólnotę samorządową.

Sołtysi są jednym z najważniejszych łączników między mieszkańcami a władzą lokalną. Odbieranie im realnej możliwości wypowiedzi oznacza w praktyce osłabianie głosu tych mieszkańców, których reprezentują.

Dlatego sprawa nie sprowadza się do interpretacji jednego paragrafu statutu. Dotyczy elementarnej zasady działania samorządu: czy ma on być przestrzenią otwartej debaty, czy miejscem, w którym przedstawiciele mieszkańców muszą najpierw prosić o pozwolenie, by zabrać głos.

W demokracji lokalnej odpowiedź na to pytanie powinna być oczywista.

Maria Wiatr

 

 

Dodaj komentarz