Najpierw dokumenty, potem zaufanie. Dlaczego mieszkańcy nie wierzą już zapewnieniom?
Glicko. Im więcej pytań mieszkańców, tym mniej odpowiedzi z urzędu
Jeszcze kilka miesięcy temu niewielu mieszkańców gminy Nowogard słyszało o planowanej inwestycji na terenie dawnej jednostki wojskowej w Glicku. Dziś temat budzi ogromne emocje, a kolejne wsie mobilizują się do protestów. Powód? Plan budowy zakładu przetwarzania odpadów, który według dokumentacji ma obsługiwać nawet dziesiątki tysięcy ton różnego rodzaju odpadów rocznie.
Największym problemem nie jest jednak sama inwestycja. Problemem jest sposób, w jaki od początku prowadzona jest cała sprawa.
Mieszkańcy od miesięcy pytają o szczegóły przedsięwzięcia. Chcą wiedzieć, jakie odpady mają trafiać do zakładu, jak będzie wyglądał transport, jakie zabezpieczenia przewidziano dla środowiska i jakie mogą być konsekwencje dla okolicznych miejscowości. Tymczasem zamiast rzetelnej, szerokiej kampanii informacyjnej i otwartej debaty społecznej, otrzymują kolejne komunikaty, które – jak twierdzą – często nie rozwiewają wątpliwości, lecz rodzą nowe.
To właśnie brak przejrzystości sprawił, że wokół inwestycji narasta atmosfera nieufności.
Mieszkańcy zwracają uwagę na rozbieżności pomiędzy publicznymi zapewnieniami przedstawicieli inwestora a zapisami dokumentów składanych w toku postępowania administracyjnego. Według organizatorów protestu część deklaracji składanych podczas spotkań czy wystąpień publicznych ma nie pokrywać się z zakresem działalności opisanym w dokumentacji środowiskowej. Jeżeli takie rozbieżności rzeczywiście istnieją, to trudno oczekiwać, że mieszkańcy będą spokojnie przyglądać się rozwojowi sytuacji. Zaufanie buduje się poprzez pełną jawność i jednoznaczne odpowiedzi, a nie poprzez sytuację, w której mieszkańcy sami muszą analizować setki stron dokumentów, aby dowiedzieć się, co może powstać w ich sąsiedztwie. Jeszcze bardziej zaskakuje postawa władz gminy. Burmistrz i urzędnicy powinni być pierwszym źródłem informacji dla mieszkańców. To samorząd odpowiada za dialog społeczny i za zapewnienie mieszkańcom poczucia, że ich głos jest słyszany. Tymczasem wielu mieszkańców ma dziś wrażenie, że zostali pozostawieni sami sobie.
W efekcie zamiast uspokojenia nastrojów mamy kolejne protesty, petycje i rosnące napięcie społeczne.
Trudno się temu dziwić. Mieszkańcy słyszą o zakładzie mającym przetwarzać ogromne ilości odpadów. Obawiają się wzrostu ruchu ciężarówek na lokalnych drogach. Obawiają się hałasu. Obawiają się uciążliwości zapachowych, które w przypadku instalacji związanych z przetwarzaniem odpadów organicznych są jedną z najczęściej podnoszonych kwestii przez społeczności lokalne w całym kraju. Pytają również o bezpieczeństwo zasobów wodnych, wpływ inwestycji na środowisko oraz o przyszłą wartość swoich nieruchomości.
Czy wszystkie te obawy się potwierdzą? Tego dziś nikt nie wie.
Pewne jest natomiast jedno – mieszkańcy mają prawo zadawać pytania i oczekiwać konkretnych odpowiedzi. Mają również prawo oczekiwać, że władze gminy staną po stronie przejrzystości procesu, a nie będą ograniczać się do roli biernego obserwatora. Im dłużej trwa informacyjny chaos wokół inwestycji w Glicku, tym trudniej będzie odbudować społeczne zaufanie. A bez zaufania nie da się prowadzić żadnej dużej inwestycji, szczególnie takiej, która budzi tak silne emocje. Sprawa daleka jest od zakończenia. Już w najbliższych dniach mieszkańcy ponownie spotkają się, aby rozmawiać o planowanym przedsięwzięciu.
Pierwsze zebranie odbędzie się 13 czerwca o godz. 18.00 w świetlicy wiejskiej w Sikorkach.
Kolejne zaplanowano na 18 czerwca o godz. 18.00 w świetlicy wiejskiej w Orzechowie.
Organizatorzy zapowiadają przedstawienie dokumentów dotyczących inwestycji oraz publiczną dyskusję z przedstawicielem inwestora. Jeżeli pojawią się odpowiedzi na pytania, które od miesięcy zadają mieszkańcy, może to być krok w kierunku uspokojenia sytuacji. Jeśli jednak ponownie będzie więcej deklaracji niż konkretów, konflikt wokół Glicka z pewnością jeszcze się zaostrzy.
Mi osobiście się wydaje i takie mam odczucie, że dziś mieszkańcy nie protestują już wyłącznie przeciwko samej inwestycji. Coraz częściej protestują przeciwko temu, że ich zdaniem nikt nie powiedział im o niej całej prawdy.
Andrzej Bugajski


